Chcę to.
Bo ekran ajfona nieraz wydaje mi się za mały. Bo przy wszystkich swoich zaletach ma problemy z zasięgiem i jakością połączeń i chyba trzeba jednak przeprosić się z jakąś prostą nokią. Bo „elektroniczny papier” jest niesamowity, cudowny i piękny, ale urządzenie tylko do czytania czarno–białego tekstu jest jak pendrive przy ajpodzie. I wiem, że częściej będę patrzył na obrazki, zwłaszcza ruchome, niż śledził narrację. Największą zaletą e-booków jest dostępność i możliwość natychmiastowego ściągnięcia potrzebnego tytułu. W moim przypadku nie będą to fabuły, bo dla tych rezerwuję intymność kontaktu z papierową książką.
Bo coraz częściej szukam inspiracji w filmach, a nie w muzyce i książkach. 64gb oglądarka, mogąca jeszcze służyć jako fotograficzny databank, powinna się sprawdzić. Te obiecane 10 godzin wydajności to sporo. I nawet nie w porównaniu z telefonem, z którego możliwości w ciągu dnia poza domem lub na wakacjach strach korzystać, bo a nuż się rozładuje a trzeba będzie gdzieś zadzwonić.
Bo cena nie aż taka straszna, chociaż ciekawe, jak rozwiążą sprzedaż 3G w Dzikich Krajach. Modeli subsydiowanych pewnie nie będzie. I po ile tym razem wyjdzie euro za dolara.
Ciekawe tylko, czy wzorem ajfona nie będzie otwartego dostępu do dysku i zarządzanie plikami będzie możliwe tylko przez „synchronizację” z iTunes. Na pewno będzie tak z książkami (będzie sklep z ebookami zabezpieczonymi drm-em), ale jeśli trzeba będzie kombinować z łamaniem albo zewnętrzną aplikacją, żeby wgrać sobie pdf-a… to może zdążę się rozmyślić…
Poza tym cieszę się, że nie ogłosili nowego iLife ani iWorka (dopiero co kupiłem), szkoda, że nie ma oprogramowania 4.0 do telefonu. No i do jesieni nic się nie wydarzy z MBP, a wtedy pewnie zacznę myśleć o nowym lotniskowcu.