Podróże kształcą

Jako miejski snob, rozpieszczony dodatkowo sąsiedztwem jedynej w kraju linii metra i mający wszędzie tak samo blisko, omijałem programowo połączenia kolejowe. No, może tylko nad morze. Bo można z psem.

Dopiero perspektywa pokonania najbardziej zatłoczonej wylotówki miasta (zaczynającej się, razem ze swoimi korkami, jeszcze przez centrum), w dodatku bez potrzeby kupowania dodatkowego biletu, zaciągnęła mnie na dworzec Śródmieście. Chyba po raz pierwszy w życiu.

SKM (to ta fajna kolejka z fajnym logo wybranym po jeszcze fajniejszym konkursie) nie zawiodła i jest naprawdę fajną alternatywą dla komunikacji ulicznej (poprawnie jest chyba: naziemnej). Nie zawiodłem się także na tradycyjnym, staropolskim bałaganie kolejarskim — trzeba naprawdę tęgiej mózgownicy, żeby połapać się, które to KM, WKD, SKM, a które PKP, bo wszystkie jeżdżą według swoich reguł.

Nie nawalili dworcowi spikerzy, przeniesieni żywcem z Misia, dostarczający nielichej rozrywki zamiast banalnych informacji. Ale najwięcej satysfakcji dostarczyła oferta kulturalna. Podróżny ma bowiem do dyspozycji szereg straganów oferujących prasę mocno nieświerzą, za to w atrakcyjnych cenach. Za ploteczki o gwiazdkach scen i ekranów zapłacimy między 20 a 50 groszy, a że ploteczki sprzed kwartału, to tylko dowód, że sława przemija u nas wolniej. Paczki z makulaturą spadają z ciężarówek na wagę, bez oglądania się na tytuły, to i zdarzają się ciekawe rarytasy.

I tak wszedłem w posiadanie sierpniowego numeru Brownbook Magazine, lajfstajlowego pisma wydawanego w Emiratach Arabskich. A w nim rozkosz dla oczu — ładny skład, zwarty, ale zostawiający mnóstwo światła, dobre fotografie, ładne reklamy (bardzo dalekie od komunikacji na ulotkowym nieraz poziomie znanej choćby stąd). Do poczytania nie tak dużo, ale ciekawie i treściwie, jak reportaż o arabsko-żydowskim teatrze w Jaffie. Trochę architektury, trochę torebek, trochę o „naszych ludziach w Nowym Jorku”. Ale przede wszystkim naprawdę wysoki poziom wydawniczy i elegancja niemożliwa chyba w naszym świecie, gdzie na moduły pisze się teksty wypełniające niesprzedaną na reklamy powierzchnię.

W drodze powrotnej trafiła się jeszcze księgarnia (przecenione poradniki ezotreczne, kucharskie i życiowe, odzyskane z gazet serie dodatków papieskich, bardzo przecenione romanse i kryminały), a w niej książeczka o energii atomowej dla pacyfistów z ilustracjami Sempé.

I choćby po to warto było odbyć podróż Warszawa Śródmieście — Warszawa Ursus, i z powrotem.

One Response to “Podróże kształcą”

  1. arek Says:

    Interesujący text.

Leave a Reply