<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Labray.blog</title>
	<atom:link href="http://www.labray.com/blog/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.labray.com/blog</link>
	<description>the world around my mouse pointer</description>
	<lastBuildDate>Sat, 21 Aug 2010 19:26:19 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Vellum</title>
		<link>http://www.labray.com/blog/?p=754</link>
		<comments>http://www.labray.com/blog/?p=754#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 21 Aug 2010 19:26:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>labray</dc:creator>
				<category><![CDATA[Design]]></category>
		<category><![CDATA[Mac]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.labray.com/blog/?p=754</guid>
		<description><![CDATA[Próbowałem chyba dziesięciu aplikacji do szkicowania na iPhonie. Z reguły kończyło się to rozczarowaniem: za długi czas startu, przekombinowana obsługa, za dużo dziwacznych opcji, wreszcie słaba responsywność sprowadzająca szkicowanie do rysowania łamanych linii prostych. Przecież nie chodzi o to, żeby zastąpić Photoshopa i biurkowy tablet, tylko szybko namazać coś, co siedzi w głowie. No ale [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Próbowałem chyba dziesięciu aplikacji do szkicowania na iPhonie. Z reguły kończyło się to rozczarowaniem: za długi czas startu, przekombinowana obsługa, za dużo dziwacznych opcji, wreszcie słaba responsywność sprowadzająca szkicowanie do rysowania łamanych linii prostych. Przecież nie chodzi o to, żeby zastąpić Photoshopa i biurkowy tablet, tylko szybko namazać coś, co siedzi w głowie. No ale klienci kupują ficzery :{</p>
<p><a href="http://vellumapp.com/">Vellum</a> (€1,59) ma szansę się sprawdzić. Trzy narzędzia, żadnego kombinowania z rozdzielczościami, kolorem, przybliżeniami. Bardzo podoba mi się symulowanie siły nacisku (kiedy wreszcie  będzie to standard w tabletach???). Rysując kredką szybko zostawiamy grubszy ślad. Wolniej — mniejszy, bo przechodzimy do rysowania szczegółów. Z tuszem odwrotnie: szybki ruch, spływa mniej tuszu, wolniejszy — zostaje grubsza linia lub kleks. Proste? Pewnie.</p>
<p>Na razie Vellum jest bardzo fajne, a ja nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie będę mógł sprawdzić, czy <a href="http://harmoniousapp.com/app/">Harmonious App</a> daje tyle samo frajdy na iPadzie, co w przeglądarce komputera. Bo na iPhonie 3G zwyczajnie nie daje sobie rady.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.labray.com/blog/?feed=rss2&amp;p=754</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kup pan foto</title>
		<link>http://www.labray.com/blog/?p=750</link>
		<comments>http://www.labray.com/blog/?p=750#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Aug 2010 20:40:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>labray</dc:creator>
				<category><![CDATA[Design]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.labray.com/blog/?p=750</guid>
		<description><![CDATA[Przed 10 laty iStockphoto wywołało rewolucję. Zdjęcia stockowe były drogie i było ich mało, duże serwisy miały ofertę kierowaną do reklamiarzy i wydawców, których interesowały fotografie z prawami na wyłączność. Dzięki wprowadzeniu mikropłatności przełamała się bariera mentalna i można było bez wielkich ceregieli zarobić kilka dolarów lub wydać je na przyzwoite fotki.
Zabawa trwała w najlepsze, aż [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przed 10 laty iStockphoto wywołało rewolucję. Zdjęcia stockowe były drogie i było ich mało, duże serwisy miały ofertę kierowaną do reklamiarzy i wydawców, których interesowały fotografie z prawami na wyłączność. Dzięki wprowadzeniu mikropłatności przełamała się bariera mentalna i można było bez wielkich ceregieli zarobić kilka dolarów lub wydać je na przyzwoite fotki.</p>
<p>Zabawa trwała w najlepsze, aż serwis stał się, przynajmniej dla mnie, nieużywalny. Zalew dramatycznie kiczowatych i tandetnych zdjęć, nieporadnych montaży i prymitywnych ilustracji to jeden problem. Drugi jest taki, że właśnie takie materiały cieszą się wielką popularnością, czyniąc rankingi najlepiej ocenianych materiałów bezużytecznymi. Jeśli dołożyć do tego „społecznościową”, niefunkcjonalną wyszukiwarkę, dotarcie do przyzwoitych fotografii nie jest łatwe. </p>
<p>Kolekcja Vetta jest o tyle nieporozumieniem, że ceny fotografii przewyższają nie tylko ceny na normalnych stockach, ale nawet koszty wykonania zdjęcia w sesji na zamówienie. Przy czym towar „premium” stoi na tych samych półkach i mechanice, co towar na wagę.</p>
<p>Nowy właściciel, Getty, zorientował się chyba wreszcie, że kupił bazę klipartów do powerpointa zamiast taniego, konsumenckiego stocku. A więc zmiany – nowy layout który wreszcie ktoś zaprojektował, a nie „tak wyszło”. Poprawki w mechanice wyszukiwania. Nowe, wyższe ceny kredytów i nowe, wyższe ceny za zdjęcia.</p>
<p>Tymczasem stocki uciekły daleko do przodu. Model kredytowy to prehistoria. Czymś normalnym jest już możliwość pobrania dużej wglądówki bez widocznego znaku wodnego, ceny w okolicach $25-50 za zdjęcie royalty-free w dużej rozdzielczości, redakcje opiekujące się kategoriami i słowami kluczowymi, dbające o czystość i jakość (!) bazy. Tego na iStocku nie zobaczymy, nie ma sensu tworzyć konkurencji dla „dużego” Getty, które, tak jak inne serwisy, będzie rozciągało swoją niższą półkę w doł. Za rok-dwa usłyszymy, że w związku ze spadkiem zainteresowania itd., iStockphoto dołączył do innych rozwiązań społecznościowych i pozostał po nim tylko wpis w Wikipedii…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.labray.com/blog/?feed=rss2&amp;p=750</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Odporni na wiedzę</title>
		<link>http://www.labray.com/blog/?p=746</link>
		<comments>http://www.labray.com/blog/?p=746#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Jul 2010 12:11:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>labray</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przy muzyce o sporcie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.labray.com/blog/?p=746</guid>
		<description><![CDATA[ „W końcu okazało się, że »kryzysowi« winni byli nie ludzie kopiujący kasety [którzy nie zaprzestali swojej działalności po powstaniu MTV], lecz w znacznym stopniu brak innowacji w muzyce wielkich producentów”.
Konkluzja z raportu ówczesnego Cap Gemini Ernst&#038;Young, zamówionego przez branżę muzyczną w celu zrozumienia przyczyn i pokonania spadku sprzedaży nagrań muzyki na początku lat 80-tych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p> „W końcu okazało się, że »kryzysowi« winni byli nie ludzie kopiujący kasety [którzy nie zaprzestali swojej działalności po powstaniu MTV], lecz w znacznym stopniu brak innowacji w muzyce wielkich producentów”.</p>
<p>Konkluzja z raportu ówczesnego Cap Gemini Ernst&#038;Young, zamówionego przez branżę muzyczną w celu zrozumienia przyczyn i pokonania spadku sprzedaży nagrań muzyki na początku lat 80-tych dwudziestego wieku. Brzmi znajomo?</p>
<p>Cytat za „Wolną kulturą” Lawrence Lessinga, dostępną na licencji Creative Commons o, tutaj: <a href="http://www.futrega.org/wk/">www.futrega.org/wk/</a>. Bardzo, ale to bardzo ciekawa lektura.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.labray.com/blog/?feed=rss2&amp;p=746</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Solarium Gate 2: witamy w realu</title>
		<link>http://www.labray.com/blog/?p=743</link>
		<comments>http://www.labray.com/blog/?p=743#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Jul 2010 11:59:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>labray</dc:creator>
				<category><![CDATA[Web2.0]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.labray.com/blog/?p=743</guid>
		<description><![CDATA[Ileż to uwalczyli na giełdzie nasi wizjonerzy i inżynierowie umysłów? Minus 63%. Sporo. Sporo w dół. I leci.
Ale to problem mentalnych rewolucjonistów. Ja się cieszę, że Solarium Gate nie miało żadnego wpływu na postrzeganie branży internetowej czy interaktywnej i nie rozeszło się echem po innych przesięwzięciach. Słowem: żart został zrozumiany i stosownie doceniony, sztandar wyprowadzić.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ileż to uwalczyli na giełdzie nasi wizjonerzy i inżynierowie umysłów? Minus 63%. Sporo. Sporo w dół. I leci.</p>
<p>Ale to problem mentalnych rewolucjonistów. Ja się cieszę, że Solarium Gate nie miało żadnego wpływu na postrzeganie branży internetowej czy interaktywnej i nie rozeszło się echem po innych przesięwzięciach. Słowem: żart został zrozumiany i stosownie doceniony, sztandar wyprowadzić.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.labray.com/blog/?feed=rss2&amp;p=743</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drugie podejście do Nokia Music Store</title>
		<link>http://www.labray.com/blog/?p=735</link>
		<comments>http://www.labray.com/blog/?p=735#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 03 Jul 2010 13:06:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>labray</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przy muzyce o sporcie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.labray.com/blog/?p=735</guid>
		<description><![CDATA[…i ostateczne rozczarowanie. 
Nawet nie chodzi o to nieszczęsne ograniczenie do platformy Win+IE. Emulator blaszaka lub dodatkowa partycja z okienkami to żadna ekstrawagancja, jeśli chce się np. składać zeznania podatkowe przez internet. Co myślę o kurczowym trzymaniu się DRM już pisałem.
Przeglądam katalog i porównuję ceny. The Imagine Project Herbiego Hancocka – Nokia MS: 34,99zł, iTunes: [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>…i ostateczne rozczarowanie. </p>
<p>Nawet nie chodzi o to nieszczęsne ograniczenie do platformy Win+IE. Emulator blaszaka lub dodatkowa partycja z okienkami to żadna ekstrawagancja, jeśli chce się np. składać zeznania podatkowe przez internet. Co myślę o kurczowym trzymaniu się DRM już pisałem.</p>
<p>Przeglądam katalog i porównuję ceny. The Imagine Project Herbiego Hancocka – Nokia MS: 34,99zł, iTunes: $9,99 (33zł), Empik (fizyczny nośnik): 60,49zł. Niby ciągle atrakcyjnie, ale jeśli doliczy się koszt wpuszczenia „kanara” do własnego komputera i odtwarzacza… Nie, nie zaryzykuję zakupu. Nie wiem, czy pliki z DRM-em da się „pożenić” z resztą biblioteki, czy przyjmie je iTunes, czy przyjmie je iPod (raczej nie, bo jak wynika z mętnawej moim zdaniem dokumentacji, format pliku to prawdopodobnie Windows Media coś tam coś tam). A co, jeśli nie mam ochoty uruchamiać Windows i nokiowego programu–odtwarzacza? Co jeśli za kilka lat Nokia zmieni pomysł, wycofa się z niego lub wymyśli inny „standard”?</p>
<p>Może nie dla każdego jest to problem, ale znakomita część mojej kolekcji to muzyka wydana ponad pół wieku temu a najstarsze mp3-ki mają daty utworzenia w okolicach 1998 roku… Nie samymi nastolatkami wydającymi pieniądze rodziców na przeboje lata stoi branża muzyczna.</p>
<p>Telepolis.pl donosi, że Appleblog.pl donsi, że ich źródło donosi, że za „kilka” miesięcy możemy spodziewać się wejścia do Polski iTunes Music Store (moje dobrze poinformowane źródło donosiło, że pracowało nad polską lokalizacją sklepu w 2006/7 roku). Nawet, jeśli ceny zostaną przeliczone z dolarów na euro po jakimś zbójeckim kursie, będzie to wreszcie możliwość normalnego (bo „naokoło” kupuję w iTMS od dawna) kupowania muzyki z  dużego katalogu. Naprawdę dużego. I może powiew normalności, który odeśle pomysły oparte o zamkniętą platformę na swoje miejsce, czyli na śmietnik historii chciwości i braku wyobraźni.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.labray.com/blog/?feed=rss2&amp;p=735</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Markieting, k…!</title>
		<link>http://www.labray.com/blog/?p=730</link>
		<comments>http://www.labray.com/blog/?p=730#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 24 Jun 2010 20:07:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>labray</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mac]]></category>
		<category><![CDATA[Reklama internetowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.labray.com/blog/?p=730</guid>
		<description><![CDATA[Witaj,
Ta wiadomość została do Ciebie wysłana, bo nie wyraziłeś jeszcze zgody na otrzymywanie kampanii marketingowych na swój email.
Aby to uczynić kliknij w poniższy link:
http://crm.sad.com.pl/subscription/approve/hash/ * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Albo coś się zepsuło, albo przespałem wprowadzenie nowych zwyczajów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Witaj,<br />
Ta wiadomość została do Ciebie wysłana, bo nie wyraziłeś jeszcze zgody na otrzymywanie kampanii marketingowych na swój email.<br />
Aby to uczynić kliknij w poniższy link:</p>
<p>http://crm.sad.com.pl/subscription/approve/hash/ * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *</p></blockquote>
<p>Albo coś się zepsuło, albo przespałem wprowadzenie nowych zwyczajów „markietingu”. W każdym razie jeszcze jedne powód, żeby na iSpoty uważać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.labray.com/blog/?feed=rss2&amp;p=730</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Reserved czyli projektowanie po polsku</title>
		<link>http://www.labray.com/blog/?p=722</link>
		<comments>http://www.labray.com/blog/?p=722#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Jun 2010 20:21:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>labray</dc:creator>
				<category><![CDATA[Design]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.labray.com/blog/?p=722</guid>
		<description><![CDATA[Głupia sprawa. Ktoś się zorientował, że nadruk na markowym t-shircie zaprojektowany został z wykorzystaniem zajumanego z deviantArtu zdjęcia wykonanego przez amerykańską 19-latkę. Oczywiście, jest internet, ludzie mają oczy i mózgi, sprawa się wydała, zrobiło się głośno, a tu jeszcze rzecznik prasowy na urlopie i nie ma się jak bronić (najgłupsza, swoją drogą, możliwa odpowiedź dowodząca jedynie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Głupia sprawa. Ktoś się zorientował, że nadruk na markowym t-shircie zaprojektowany został z wykorzystaniem zajumanego z deviantArtu zdjęcia wykonanego przez amerykańską 19-latkę. Oczywiście, jest internet, ludzie mają oczy i mózgi, <a href="http://youthoughtwewouldntnotice.com/blog3/?p=6480">sprawa się wydała</a>, zrobiło się głośno, a tu jeszcze rzecznik prasowy na urlopie i nie ma się jak bronić (najgłupsza, swoją drogą, możliwa odpowiedź dowodząca jedynie, że rzecznika, który ma takich zastępców, z firmy wypuszcać nie wolno w ogóle).</p>
<p>Nie jest to pierwszy taki przypadek, latem ubiegłego roku widziałem w sklepie Reserved t-shirt z kopią wzoru <a href="http://www.threadless.com/product/899/Tree_Town">Tree Town z Threadless</a> (to jedna z moich ulubionych, dlatego rzuciła mi się w oczy). Sposób wykonania nadruku, ewidentnie partacki nawet dla laika (mechanicznie zwektoryzowana prevka, powiększona i ręcznie poprawiona tu i ówdzie), najwyraźniej zachętą nie był i po paru dniach jedyna sztuka zniknęła z wieszaka.</p>
<p>Dziwaczna jest dla mnie reakcja LPP (może jednak lepiej było poczekać na rzecznika) — zamiast pokajać się, wykonać jakiś ładny gest, np. zafundować dziewczynie tygodniowy warsztat fotograficzny w Trójmieście, potraktowano ją jak wypadek biznesowy i do zdawkowych przeprosin dołączono listę innych fotografii jej autorstwa, które chcieliby wykorzystać w przyszłości po „standardowej cenie, w jakiej kupują zdjęcia”. Jej reakcja opisana jest na linkowanym wyżej blogu, kto jest ciekawy, niech przeczyta, dalej to już problem stron.</p>
<p>Ciekawszy jest obraz projektanta, jaki wyłania się z tych historii. Reserved zrzuca odpowiedzialność na podwykonawcę/kontraktora. Normalną praktyką powinno być uaktywnienie klauzuli o odpowiedzialności cywilnej zawartej w umowie z projektantem i ujawnienie jego danych, pozwalające dochodzić pokrzywdzonemu swoich praw a złodzieja eliminujące z zawodu na kilka lat. Kradzież wzoru z Threadless jest czystą głupotą, kradzież zdjęcia amerykanki z deviantArtu dowodzi już głupoty połączonej z próbą bycia cwanym. Takiej osobie „ban” na pracę projektanta może tylko pomóc, kilka lat szparowania choinek do gazetek supermarketów powinno przywrócić trochę pokory. Ale jestem pewny, że to się nie stanie. Jestem pewny, że wykonawca nie przyjął w umowie odpowiedzialności za udowodnienie praw do swojej pracy, nie jest ubezpieczony z tego tytułu i nikt nie będzie chłopaka/dziewczyny dodatkowo gnoił.</p>
<p>Nie wiem, ile LPP płaci za wzór nadruku na t-shirt. Pewnie jest to kilkaset złotych, pewnie nawet bliżej 150, niż 500. Nie na t-shirtach zarabiają, to jest towar, który bierze się z wieszaka przy okazji. Jeden krój, jeden fason, linia do sitodruku się nie kurzy, klienci dołożą trochę drobnych przy kasie i oferta się domyka. Na tyle, że dobra firma robiąca całkiem fajne rzeczy uprawia dziadostwo, które się zemściło.</p>
<p>A najśmieszniejsze jest to, że cała afera nic nie zmieni. Rzecznik prasowy (ciągle mam nadzieję, że jeszcze wypoczywa i to nie jego odpowiedź opublikowała autorka zdjęcia) wróci, uczciwa kwota wyciszy sprawę, w firmie zrobi się audyt i kontrolę, trochę towaru pójdzie na przemiał, kilku podwykonawców w odstawkę. Ale nie zmienią się stawki za pracę, a z nimi nie podniesie się jej poziom. Ilustrator czy projektant z nazwiskiem nie sprzeda praw do wzoru za karton fajek, młodzi nie mają jak się promować, bo nie ma zwyczaju podpisywania wzorów. Jak nie ma ani kasy, ani lansu, to szybko tworzy się usankcjonowana zwyczajem przemysłowa partanina robiona po nocach przez chałturników. Zamiast projektantów hodować będziemy „grafików komputerowych” przerysowujących bezmyślnie zagramaniczne wzory i trendy. Dlaczego? Bo to się opłaca od tylu lat i w tylu przypadkach, że pewnie jeszcze długo będzie. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.labray.com/blog/?feed=rss2&amp;p=722</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>…a może…</title>
		<link>http://www.labray.com/blog/?p=719</link>
		<comments>http://www.labray.com/blog/?p=719#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 29 May 2010 19:38:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>labray</dc:creator>
				<category><![CDATA[Web2.0]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.labray.com/blog/?p=719</guid>
		<description><![CDATA[…na stosunek do Facebooka tych, których ten serwis już nie tyle niepokoi, co irytuje, rzutuje osoba założyciela? 
Yahoo bez Yanga ma spokój i nawet pewną życzliwość, Google było w stanie chińskim manewrem znowu stać się dobre, Gates zakolegował się z Jobsem, Jobs to Jobs, Balmer… no właśnie, kto to jest Balmer i czy nie pomylił [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>…na stosunek do Facebooka tych, których ten serwis już nie tyle niepokoi, co irytuje, rzutuje osoba założyciela? </p>
<p>Yahoo bez Yanga ma spokój i nawet pewną życzliwość, Google było w stanie chińskim manewrem znowu stać się dobre, Gates zakolegował się z Jobsem, Jobs to Jobs, Balmer… no właśnie, kto to jest Balmer i czy nie pomylił konwentów. Omidyar dawno już nie kieruje eBayem osobiście, ale to jego obecność i osobowość dotąd nie pozwoliły przekształcić firmy w zimną, wyrachowaną korporację i przedłużyły jej żywot (może za wcześnie jest na mówienie o agonii, ale na pewno formuła sprzed 10 lat się wyczerpała). Ale Zuckerberg — zdaniem wielu z tym chłopakiem jest coś nie tak (mnie on też nieco drażni). Że za młody, za mało ma doświadczenia (gdy pękała Wielka Bańka Dotcomów miał 17-18 lat, i on chce rozstawiać wielkich graczy po kątach???), za pyskaty, nie zna i nie czuje użytkowników FB. Że właściwie całkiem przypadkowo jest tam, gdzie jest, bo to, że studenci upodobali sobie akurat ten serwis, a nie inny, i uruchomili lawinę popularności, to czysty fart (dopiero później włączyły się w zabawę pieniądze Microsoftu, który chce być fajny i ciągle nie wie jak). I jeszcze jakieś niejasne studenckie historie, wcale nie układające się w obraz sympatycznego geeka, tylko cynicznego cwaniaczka. Po podlaniu sosem z wielkiego ego roztaczającego mocarstwowe plany mamy już bardzo blisko do zwykłego buca.</p>
<p>Czy tak jest, przekonamy się niedługo. Naturalną koleją rzeczy jest migracja userów do innych serwisów. Pewnie jeszcze w tym roku ruch na Facebooku zacznie zamierać — w powstałym śmietniku trudno się poruszać, poza tym nikt nie ukrywa, że ten serwis to już tylko reklamy. Dla tego chłopaka będzie to prawdziwa konfrontacja z rzeczywistością, zakładając oczywiście, że udziałowcy przy pierwszym sygnale paniki nie przejmą sterów i nie zatopią całego przedsięwzięcia w sprawdzony wiele razy i kontrolowalny sposób.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.labray.com/blog/?feed=rss2&amp;p=719</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdyby Facebook był kotem…</title>
		<link>http://www.labray.com/blog/?p=708</link>
		<comments>http://www.labray.com/blog/?p=708#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 May 2010 22:25:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>labray</dc:creator>
				<category><![CDATA[Web2.0]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.labray.com/blog/?p=708</guid>
		<description><![CDATA[…można by przypuszczać, że zabije go ciekawość. Ale nie jest, więc pewnie nie.
Moim zdaniem wykończy go nuda.
Miało być tak ładnie: wall każdego użytkownika miał zastąpić internet, zbudowany indywidualnie i na zamówienie. Chcemy wieści ze świata — zapisujemy się do odpowiedniego fanpage i już płyną. Sport? Kultura? Muzyka? Do wyboru. Notki, zdjęcia i znowu muzyka? Proszę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>…można by przypuszczać, że zabije go ciekawość. Ale nie jest, więc pewnie nie.</p>
<p>Moim zdaniem wykończy go nuda.</p>
<p>Miało być tak ładnie: wall każdego użytkownika miał zastąpić internet, zbudowany indywidualnie i na zamówienie. Chcemy wieści ze świata — zapisujemy się do odpowiedniego fanpage i już płyną. Sport? Kultura? Muzyka? Do wyboru. Notki, zdjęcia i znowu muzyka? Proszę bardzo. Przy okazji profilujemy sobie reklamy o akceptowalnym stopniu natręctwa, a te utrzymują cały interes w ruchu. I jeszcze mamy w tym samym miejscu znajomych, więc nie potrzebujemy emaila ani zewnętrznych komunikatorów. Raj na ziemi.</p>
<p>Dlaczego to nie wychodzi? Dwa-trzy lata temu Facebook wychodził z epoki studenckiej i skończyły się pogaduszki i umawianie na imprezki. Przy rodzinie i znajomych z pracy nie wypadało już pisać dziwacznych statusów, zaczęły się bezpieczne (i nudne) wpisy. Potem przyszła plaga gier i quizów, rozpaczliwego wołania o coś fajnego. Gdy się znudziły, ich rolę przejęły w końcu grupy i fanpage. Są osoby zapisane do ponad 1000 grup, na których w większości nic się nie dzieje. Żaden post nie ma szans przebić się przez ścianę chaosu i przypadkowych informacji, żadna wymiana myśli nie ma szans zaistnieć. O ile coś ciekawego można poczytać na mikroblogach, to narzędzie do wszystkiego znowu okazało się narzędziem do niczego.</p>
<p>Zmartwią się pewnie marketerzy, którzy znowu uwierzyli, że dostają do ręki uniwersalne narzędzie do wszystkiego. Nie ma tak dobrze, trochę danych z quizów sprzedanych firmom medycznym szybko wyszło na jaw, żeby zebrać sensowną ilość widzów trzeba sypnąć hojnie gadżetami, a potem nie bardzo wiadomo, co z tą masą ludzi zrobić. Ale problemy marketerów to najmniejsze zmartwienie.</p>
<p>Facebooka czeka pewnie los MySpace. Stanie się zbiorem reklamiarzy, którzy będą obserwować się nawzajem, i martwych dusz nie przejawiających żadnych aktywności poza powiększaniem listy znajomych i wrzuceniem raz do roku zdjęcia z wakacji. Ludzie, którzy są kołem zamachowym każdej społeczności nie będą mieli czego szukać w zunifikowanym, obwarowanym dziwnymi regułami świecie zabraniającym szukać dziur, sprawdzać wytrzymałość granic, testować cierpliwość innych. </p>
<p>Dopóki mądre reklamiarskie głowy nie zaczną majstrować przy serwisach mikroblogowych w dążeniu ich monetyzacji, to tam można będzie poczytać ludzi mających coś ciekawego do powiedzenia. A w międzyczasie przyjdzie może refleksja — po co robić replikę internetu na czyichś warunkach i dla czyjegoś zysku, skoro dokładnie to samo można uzyskać narzędziami niezmienionymi od 20 lat. I że najważniejsi mogą być ciągle twórcy treści, a nie reklamodawcy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.labray.com/blog/?feed=rss2&amp;p=708</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Grzbiet w zagrożeniu</title>
		<link>http://www.labray.com/blog/?p=701</link>
		<comments>http://www.labray.com/blog/?p=701#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Apr 2010 22:17:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>labray</dc:creator>
				<category><![CDATA[Design]]></category>
		<category><![CDATA[Książki (lub czasopisma)]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.labray.com/blog/?p=701</guid>
		<description><![CDATA[Nikt (a już zwłaszcza żaden grafik) nie zamierzy się kijem bejsbolowym na produkt Apple. Pewność w tej sprawie zdobyłem w kinie. Kiedy ponury oprawca gwałcił bohaterkę filmu „Millenium”, sala zamarła w milczeniu. Gdy jednak grupa rzezimieszków roztrzaskała jej laptopa (marki Apple Mac Book Pro) z gardeł widzów dobył się empatyczny jęk bólu. Sorry, Gutenberg! Z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Nikt (a już zwłaszcza żaden grafik) nie zamierzy się kijem bejsbolowym na produkt Apple. Pewność w tej sprawie zdobyłem w kinie. Kiedy ponury oprawca gwałcił bohaterkę filmu „Millenium”, sala zamarła w milczeniu. Gdy jednak grupa rzezimieszków roztrzaskała jej laptopa (marki Apple Mac Book Pro) z gardeł widzów dobył się empatyczny jęk bólu. Sorry, Gutenberg! Z Jobsem nie wygrasz. Papierowa książka wypada z gry.</p></blockquote>
<p>A tak naprawdę jest to fragment świetnego tekstu Marcina Wichy o papierowych i cyfrowych książkach. Kto nie czyta, ten trąba: <a href="http://tygodnik.onet.pl/37,0,45112,1,artykul.html">„Grzbiet w zagrożeniu”</a>.</p>
<p>I jeszcze: nie wypada i nie wypadnie. Zmienia się, jak wszystko dookoła, zawęża trochę swoje przeznaczenie, coś odpada z głównego nurtu. Ulotna wiedza techniczna, która deaktualizuje się na przestrzeni kilku tygodni: pewnie, sam ją kupuję tylko w cyfrowej postaci. Dyrdymały, poradniki, przewodniki: jak najbardziej. Ale zamienić moją półkę Rushdiego czy półkę Pratchettów na katalog z pdf-ami? Ejże.</p>
<p>Przykład osądzanego od czci i wiary Apple i jego produktów pokazuje, że w uproszczonym, cyfrowym świecie ciągle mamy potrzebę rzeczy po prostu ładnych i przyjemnych w dotyku. Nawet kosztem okrojenia z niektórych funkcjonalności, czy będzie to podparcie kiwającego się stołu, czy zawinięcie śledzia. </p>
<p>I to się jeszcze długo nie zmieni, więc projektanci dobrych okładek mogą spać spokojnie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.labray.com/blog/?feed=rss2&amp;p=701</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
