Wiadomość dnia to wycofanie się Linotype z rozwijania i wsparcia dla darmowego Font Explorera X oraz debiut komercyjnego, płatnego Font Explorera X Pro. A więc nie udało się zrobić „iTunes dla fontów”, szkoda, bo program, mimo wad, był naprawdę dobrą alternatywą dla systemowego FontBooka (który ma tylko te dwie wady, że jest wolny i zdeaktywowane fonty nadal są widoczne dla wielu aplikacji).
Co w zamian? Nęci Suitcase Fusion 2 ze swoim Font Sense, technologią odróżniającą fonty nie tylko po nazwie, ale też po wersji i wydawcy. Ale ze swoją ceną (specjalnie dla Europy o 30% wyższą na pokrycie kredytów hipotecznych subprime i kilku wojen) nie jest zakupem pierwszej potrzeby. FontBook nadal jest darmowy i na pokładzie, tylko używanie go przy ponad 3000 fontów (tyle ma korporacyjna biblioteka plus własne zbiory fontów klienckich) nie ma sensu.
Za testowanie publicznej bety Fontcase zabrałem się jakiś czas temu. Przy drugim podejściu program nadal nie poradził sobie z importem całej biblioteki i trzeba było ją budować ręcznie. Przy okazji skasowałem kilka fontów, które pochopnie uznałem za systemowe (nie były) i znowu trzeba było uchylić czapkę przed Time Machine :). No i cóż ten Fontcase… kompletnie transparentny, działa, nie wywraca się (więcej), fonty trzyma jak należy.
Brakuje właściwie tylko możliwości podejrzenia, do jakiej/jakich kolekcji przypisany jest font oraz wyszukiwania fontów leżących luzem. Mam nadzieję, że projekt będzie rozwijany i dojrzeje do takich funkcjonalności.
Oraz że za rok nie będzie kosztował prawie tyle, co Suitcase, co właśnie przydarzyło się Linotype…