…i ostateczne rozczarowanie.
Nawet nie chodzi o to nieszczęsne ograniczenie do platformy Win+IE. Emulator blaszaka lub dodatkowa partycja z okienkami to żadna ekstrawagancja, jeśli chce się np. składać zeznania podatkowe przez internet. Co myślę o kurczowym trzymaniu się DRM już pisałem.
Przeglądam katalog i porównuję ceny. The Imagine Project Herbiego Hancocka – Nokia MS: 34,99zł, iTunes: $9,99 (33zł), Empik (fizyczny nośnik): 60,49zł. Niby ciągle atrakcyjnie, ale jeśli doliczy się koszt wpuszczenia „kanara” do własnego komputera i odtwarzacza… Nie, nie zaryzykuję zakupu. Nie wiem, czy pliki z DRM-em da się „pożenić” z resztą biblioteki, czy przyjmie je iTunes, czy przyjmie je iPod (raczej nie, bo jak wynika z mętnawej moim zdaniem dokumentacji, format pliku to prawdopodobnie Windows Media coś tam coś tam). A co, jeśli nie mam ochoty uruchamiać Windows i nokiowego programu–odtwarzacza? Co jeśli za kilka lat Nokia zmieni pomysł, wycofa się z niego lub wymyśli inny „standard”?
Może nie dla każdego jest to problem, ale znakomita część mojej kolekcji to muzyka wydana ponad pół wieku temu a najstarsze mp3-ki mają daty utworzenia w okolicach 1998 roku… Nie samymi nastolatkami wydającymi pieniądze rodziców na przeboje lata stoi branża muzyczna.
Telepolis.pl donosi, że Appleblog.pl donsi, że ich źródło donosi, że za „kilka” miesięcy możemy spodziewać się wejścia do Polski iTunes Music Store (moje dobrze poinformowane źródło donosiło, że pracowało nad polską lokalizacją sklepu w 2006/7 roku). Nawet, jeśli ceny zostaną przeliczone z dolarów na euro po jakimś zbójeckim kursie, będzie to wreszcie możliwość normalnego (bo „naokoło” kupuję w iTMS od dawna) kupowania muzyki z dużego katalogu. Naprawdę dużego. I może powiew normalności, który odeśle pomysły oparte o zamkniętą platformę na swoje miejsce, czyli na śmietnik historii chciwości i braku wyobraźni.