Archive for the ‘Fotografia’ Category

Zabawa

Saturday, June 6th, 2009

Do zabawy w japońskiego turystę potrzebne jest w miarę obce miejsce, w którym nie zostanie się rozpoznanym, jeśli się tam wróci. Na tyle dobry aparat, żeby w trybie automatycznym produkował coś, co da się rozpoznać i nie włączał sam z siebie lampy błyskowej — w końcu chodzi o zabawę, a nie robienie z siebie idioty.

Jasny obiektyw. Stałoogniskowa 50-tka Canona będzie idealna.

Pierwszych kilka razy dobrze jest odbyć wieczorową porą, żeby wyleczyć się z zażenowania.

Nie dać sobie ukraść aparatu. Nie przyjmować od autochtonów propozycji współkonsumpcji narkotyków ani alkoholu. Nie iść na łatwiznę — nie fotografować bejów, wypadków ani dziur w jezdni. W razie zaczepienia przez miejscowych należy utrzymywać, że pracuje się w reklamie albo przy filmie. To tłumaczy wszystko i jest dużo skuteczniejsze, niż udawanie Szweda.

Wiedząc to wszystko należy udać się w przestrzeń publiczną i tam, przechadzając się liniowo, na ile starczy wstydu fotografować wszystko. Dosłownie wszystko. Z biodra, a właściwie z barku, bez zastanowienia, kadrowania i zmieniania nastaw, pilnując tylko, żeby nie były za bardzo poruszone. Kwadrans powinien wystarczyć na 75-100 zdjęć, z których — i tu niespodzianka — około 20 nadaje się potem do zachowania.

Pozostawia bardzo odświeżające uczucie i całkowicie pustą, zdolną do myślenia głowę. Kto chce to wzmóc, może wrócić w to samo miejsce za dnia i zachowywać się jak turysta konwencjonalny, szanujący prywatność i zwyczaje tubylców, a potem porównać zdjęcia z obu sesji.

img_5855

img_5867

img_5894

img_5848

Ze strychu

Tuesday, February 26th, 2008

Grzebanie w rodzinnych rupieciach przynosi nieraz ciekawe niespodzianki. Ja wydobyłem lustrzankę Exakta Varex IIa:

img_4305.jpg

Kiedy już palce przestały biegać po korpusie w poszukiwaniu włącznika, przyszła kolej na odkrywanie. Ustawienia ostrości i przesłony – tu nic się przez pół wieku nie zmieniło, choć pierścień przesłony ma blokadę i trzeba go wcisnąć, żeby zaczął się obracać. Mimo swoich lat metalowy obiektyw „chodzi” bardzo płynnie i przy dzisiejszych plastikach prezentuje się bardzo solidnie.

Nie ma wyświetlacza LCD, choć miejsce jakby ktoś przewidział…

img_4306.jpg

Zaczynam poszukiwania wizjera. Klapka na górze nie pasuje mi absolutnie do niczego, dopiero przycisk z tyłu otwiera złożoną z czterech listków puszkę.

img_4307.jpg

Teraz przypominam sobie fotografów wojennych (pierwsza seria tych aparatów powstała w 1938 roku, model z charakterystycznym obiektywem 50mm można oglądać w filmach o Korei i Wietnamie) zgiętych w pół – nie chodziło tylko o osłanianie aparatu i chowanie się przed ostrzałem.

Przez chwilę szukam spustu, który wysuwa ostatni element – okular.

img_4308.jpg

Nagle praca z aparatem w takiej pozycji wydaje mi się najsensowniejsza na świecie. Dużo fajniejsze pole widzenia, obiekty wyglądają dużo ciekawiej…

Obraz w wizjerze pojawia się dopiero po naciągnięciu filmu do nowej klatki. Nie ma więc klasycznego problemu „przewinąłem po ostatnim zdjęciu, czy jeszcze nie”.

img_4309.jpg

Oczywiście, wszystko to jest fajne, o ile jest się w stanie przyzwyczaić do lustrzanego odbicia obrazu w wizjerze. Klapka, od której zaczynałem poszukiwania, po otwarciu zamienia się w celownik, umożliwiając widzenie już w bardziej konwencjonalny sposób…

img_4310.jpg

Niesamowitym uczuciem było patrzenie przez zakurzony, pełny drobinek pryzmat i obiektyw na dachy Starego Żoliborza. Nagle jakby czas się cofnął…

Aparat nie ma absolutnie żadnej automatyki. Samo otwieranie i zamykanie (trzeba wolną ręką złożyć w odpowiedniej kolejności cztery ścianki pudełka) wizjera, operowanie blokadami spustu i pierścienia przesłony, wymaga pewnej wprawy. Ocenę światła i dobór czasu otwarcia migawki trzeba już mieć w głowie…

img_4311.jpg

Aparat wędruje na razie do czyszczenia, a potem przyjdzie czas na założenie filmu.

Model ten był produkowany w latach 1958–1963(?) i uchodzi za ukoronowanie linii lustrzanek systemowych – Exakty były pierwszymi aparatami z pełną gamą wymiennych obiektywów, wizjerów i akcesoriów. O ich historii pisze Andrzej Wrotniak, podróżnik, fotograf i miłośnik produktów z fabryki Ihagee.

Fotografia ślubna inaczej

Friday, December 21st, 2007

Trafiło mi się do poczytania kilka ciekawych artykułów o alternatywnych ślubach, na jakie decydują się ludzie nie chcący uczestniczyć w zrytualizowanym i skomercjalizowanym do bólu procesie. Ludzie pragnący przeżywać prawdziwe emocje i wzruszenia, a nie licytować się ze swoim środowiskiem.

Tym tropem trafiłem na portfolio dwóch fotografów, którzy specjalizują się w fotografii ślubnej – wydawało by się, że temacie oklepanym i sztampowym. Najpierw Winifred Westergard, uwieczniający nietypowe śluby. A po nim imponujące zdjęcia Jeffa Ascougha

Oczy szeroko, bo jest się czym pozachwycać…