Grzbiet w zagrożeniu
Monday, April 26th, 2010Nikt (a już zwłaszcza żaden grafik) nie zamierzy się kijem bejsbolowym na produkt Apple. Pewność w tej sprawie zdobyłem w kinie. Kiedy ponury oprawca gwałcił bohaterkę filmu „Millenium”, sala zamarła w milczeniu. Gdy jednak grupa rzezimieszków roztrzaskała jej laptopa (marki Apple Mac Book Pro) z gardeł widzów dobył się empatyczny jęk bólu. Sorry, Gutenberg! Z Jobsem nie wygrasz. Papierowa książka wypada z gry.
A tak naprawdę jest to fragment świetnego tekstu Marcina Wichy o papierowych i cyfrowych książkach. Kto nie czyta, ten trąba: „Grzbiet w zagrożeniu”.
I jeszcze: nie wypada i nie wypadnie. Zmienia się, jak wszystko dookoła, zawęża trochę swoje przeznaczenie, coś odpada z głównego nurtu. Ulotna wiedza techniczna, która deaktualizuje się na przestrzeni kilku tygodni: pewnie, sam ją kupuję tylko w cyfrowej postaci. Dyrdymały, poradniki, przewodniki: jak najbardziej. Ale zamienić moją półkę Rushdiego czy półkę Pratchettów na katalog z pdf-ami? Ejże.
Przykład osądzanego od czci i wiary Apple i jego produktów pokazuje, że w uproszczonym, cyfrowym świecie ciągle mamy potrzebę rzeczy po prostu ładnych i przyjemnych w dotyku. Nawet kosztem okrojenia z niektórych funkcjonalności, czy będzie to podparcie kiwającego się stołu, czy zawinięcie śledzia.
I to się jeszcze długo nie zmieni, więc projektanci dobrych okładek mogą spać spokojnie.
