Z jednej strony jest tak, że reklamodawcom wciska się „inteligentne”, „kontekstowe” systemy reklamowe — że takie to sprytne, że samo dopasuje co trzeba gdzie trzeba. Że to w ogóle to samo, co Google (tu kiwamy głowami, bo Google to każdy wie, co), tylko bez Google (tu też kiwamy, bo to chyba nieźle, a pewnie i taniej).
Z drugiej jest tak, że reklamodawcy biorą te „smart” produkty, bo sami mają świadomość, że emisje banerów prowadzą tylko do zwiększenia popytu na adblockery, a kampanie oparte o słowa są tańsze. No i nie trzeba wymyślać ani akceptować kreacji.
A z trzeciej jest tak, że odbiorca ogląda taki kwiatek:

Ja wiem, że koty ras rosyjskich to elita i delikates, ale, na litość Istoty Najwyższej, jaką wartość ma dla mnie, nawet potencjalnie kociarza, powiązanie puszkowanej mielonki z ambasadą rosyjską (popup odpala się nad słowem „rosyjskiej”, webdevowi gratuluję celności)? „Smart” jest to wszystko, czy Smark zwykły?
Z czwartej strony: gdyby to moje pieniądze przeznaczone na reklamę ktoś wydał w tak idiotyczny sposób (wystarczy pootwierać sobie równie „smart” powiązania nad innymi słowami), jakoś bym pewnie zareagował. Obserwując klientów można się przekonać, że w zasadzie losy kampanii ich nie obchodzą (te drogie są tanio lokalizowane, te tanie są tanie i szkoda czasu), a to znaczy, że albo biznes idzie tak dobrze, albo managerowie mają inne zmartwienia, niż los własnych produktów. Albo po prostu raz na kwartał trzeba wydać budżet i im mniej mam z tym zachodu, tym lepiej.
Można i tak.
Ale z punktu widzenia agencji, takie działania podważają zaufanie do reklamy jako takiej dwóch najważniejszych uczestników komunikacji: nadawcy, czyli właściciela marki, i odbiorcy, czyli konsumenta. Reklama została zawłaszczona przez pośredników, czyli nie spełnia swojego zadania. Nie znam się na roli wszystkich IAB-ów, SAR-ów i innych SMAR-ów, ale jeśli jakiś uczestnik tego łańcucha psuje interes pozostałym, czy jakiś Szanowny Tyłek nie powinien unieść się oburzeniem z krzesełka?
Aha, same bannery można wyświetlać także tak:

Absolutny lider w nieskutecznych reklamach, czyli gazeta.pl, nie stosuje cappingów, nie przeszkadza mu, że jednej reklamy nie da się zamknąć, bo najeżdża na nią druga, a obie scrollują się razem ze stroną. A mimo to nadal jest w mediaplanach.
Można tkwić w przekonaniu, że dopóki budżety na reklamę w sieci rosną, nic strasznego się nie dzieje. Ale kryzys, a może i recesja będą sprzyjać przyglądaniu się, jak są wydawane i może się jednak okazać, że pod czułym okiem Autorytetów, Organizacji, Ekspertów i Kreacji wychodowano maszynkę do wydawania pieniędzy, która niczego nie sprzedaje.