A więc tak się zaczynają rewolucje…
January 22nd, 2012Mass-mediowy młynek do resztek nie znosi ciszy, więc ledwie ucichła wrzawa wokół SOPA-y i PIPA-y, mamy nasz (Polaków!) wątek wokół ACTA-y.
Staram się nadążyć za histerycznymi reakcjami i nie daję rady. Można już kupić na allegro maskę anonimowych do noszenia w pracy w korporacji. Można zmienić sobie zdjęcie profilowe. Można wrzucić komentarz na profil Władzy lub na jakąś stronę www Władzy, jeśli akurat działa. Można popisać się brakami elementarnej wiedzy technicznej (ja wiem, że dziś informatyka to zainstalowanie drukarki i napisanie pisma we wordzie), można nie odróżniać ataku DOS od uzyskania dostępu do serwera, a tego od awarii lub autopierdołowatości (u Edwina Bendyka pojawił się już piękny termin „selfhacking”), można w ogóle nie wiedzieć, o co chodzi, poza tym, że BIJĄ NASZYCH i WŁADZA PSUJE INTERNET i nie będzie można wrzucać zdjęć kotków.
O ile podoba mi się bezczelność Anonimowych, o tyle nie jestem zachwycony powszechną, bezkrytyczną aprobatą dla 4chanowej etyki. Problem z niszowymi, anarchicznymi zasadami jest, o ile mi wiadomo, taki, że sprawdzają się w jakiejś zamkniętej społeczności, ale zupełnie nie nadają się do regulowania sytuacji ogólnych. I chcąc niechcąc staje mi przed oczami niejeden ruch, który świetnie wiedział, co zrobić, żeby zapewnić wolność i sprawiedliwość dziejową, po czym wykładał się na temacie dostarczenia rządzonym trywialnych, materialnych dóbr doczesnych.
Podobnie jak większość ludzi nie jestem w stanie czytać aktów prawnych (rozumem pewnie dałbym radę, ale nie stać mnie na poświęcenie na to kilkunastu roboczogodzin), zatem wiedzę o ich treści czerpię z interpretacji. Próby zgłębienia, czego właściwie dotyczy regulacja wspierająca zwalczanie handlu podróbkami i jaki jest do niej stosunek samego rządu eRPe są skazane na zakrzyczenie, bo przecież nie ma co gadać, jak gore. Mamy więc nakręcone wielkie emocje i kompletną bezradność internetowych przeżuwaczy, nie mających szans ani zrozumieć, skąd się wzięły, ani zrobić czegokolwiek, żeby ich uniknąć. W tak rozpalonej atmosferze nie ma miejsca ani na działanie, ani na słuchanie, ani na wymianę poglądów. Ważne jest tylko, że użytkownicy Facebooka mają rację, a Władza się uwzięła, żeby zepsuć im życie. Brzmi jakoś znajomo…
Co prawda dzisiejsi „oburzeni” to fujary, dla których napisanie statusu na FB i zapisanie się do grupy jest szczytem heroizmu. To mnie też jakoś nie zachwyca.